niedziela, 17 kwietnia 2016

mBank ukrywał faktyczne oprocentowanie kredytów "waloryzowanych" w celu osiągnięcia dodatkowych zysków

mBank (zwykle) nie podawał Całkowitego Kosztu Kredytu (CKK). Na końcu umowy kredytu "waloryzowanego" znajdował się jedynie krótki zapis:

"Kredytobiorca jest świadomy, że z kredytem waloryzowanym związane jest ryzyko kursowe, a jego konsekwencje wynikające z niekorzystnych wahań kursu złotego wobec walut obcych mogą mieć wpływ na wzrost kosztów obsługi Kredytu"

Ponieważ zawarte w umowach kredytów "waloryzowanych" mBanku mechanizmy "waloryzacji" zakładały przeliczanie kwot z zastosowaniem tabel kursowych mBanku, zobowiązania Kredytobiorcy oraz koszty obsługi Kredytu zależały nie tylko od kursu walutowego, ale także od spreadów wynikających z tych tabel.

Tymczasem wielkość spreadów ustalanych przez mBank była związana ze zmianami stawki LIBOR CHF a nie kursu walutowego. Zwiększając spready mBank de facto "poprawiał" sobie oprocentowanie kredytów oraz równoważył koszty swojego finansowania, które w niektórych przypadkach było stało się większe niż marża kredytowa.

LIBOR CHF 3M vs. spread mBank

Ani umowa kredytowa ani regulamin udzielania kredytów (przynajmniej w jego wcześniejszych wersjach) nie zawierały sposobu wyznaczania kursów przez bank a zatem szerokości spreadów. Świadomość Kredytobiorcy kosztów kredytu nie mogła być zatem pełna.

W sądzie mBank mógłby się powoływać na wcześniejszą część zapisu wspominającego koszty obsługi kredytu:

"Kredytobiorca oświadcza, że został dokładnie zapoznany z warunkami udzielania kredytu złotowego waloryzowanego kursem waluty obcej, w tym w zakresie zasad dotyczących spłat kredytu i w pełni je akceptuje."

Mówiąc szczerze, nie przypominam sobie, by ktokolwiek w banku zapoznał mnie z możliwością dowolnej zmiany wielkości spreadów przez bank, i że ich wielkość nie będzie zależała od kursu walutowego, ale będzie stanowić dodatkowe ukryte oprocentowanie pobierane przez bank.

Taka konstrukcja - używanie spreadu jako semi-oprocentowania - sprawia, że faktyczne oprocentowanie kredytów "waloryzowanych" było wyższe niż nominalne (tj. to podawane na początku umowy kredytowej). A to oprocentowanie nominalne miało być głównym elementem zachęcającym do zaciągania kredytów "frankowych"!

[AKTUALIZACJA 2016-04-18: Nie należy oczywiście dodawać wysokości spreadu do nominalnego oprocentowania, aby wyznaczyć rzeczywiste oprocentowanie kredytu "waloryzowanego" wynikające z zastosowania spread przez mBank. Zależność jest nieco bardziej złożona, ale bezdyskusyjnie jest.]

Łącząc ten fakt z abuzywnym charakterem stosowanych przez mBank zapisów regulujących "waloryzację" trzeba się zastanowić nad uczciwością całej konstrukcji. mBank wprowadzał w błąd w zakresie faktycznego oprocentowania kredytów i stosował niedozwolone zapisy w umowach - wszystko to w celu zwiększenia swoich zysków.

BTW: Warto w tym kontekście zapoznać się ze sprawą pewnego Kredytobiorcy z Raiffeisen Bank i interwencją Rzecznika Finansowego.

2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Często tak jest, że banki potrafią coś przed nami ukryć lecz ja jestem zdania że należy do tego podchodzić racjonalnie. Jak dla mnie bardzo ważną kwestią jest również korzystanie z płatności https://www.cashbill.pl gdyż szybkie przelewy dziś są po prostu niezbędne.

    OdpowiedzUsuń