wtorek, 24 maja 2016
Ponad 500 uczestników pozwu przeciwko mBank
W dniu wczorajszym (tj. 23 maja 2016 r.), grupa uczestników pozwu zbiorowego przeciwko mBank powiększyła się do 534 osób. W efekcie tego rozszerzenia, wartość przedmiotu sporu przekroczyła 122 miliony złotych.
Wczorajsze rozszerzenie jest pierwszym od złożenia pozwu na początku kwietnia, ale nie ostatnim. Osoby, które posiadają kredyt "waloryzowany" w mBank mogą nadal kontaktować się z kancelarią, która prowadzi pozew - Gabrysiak Niedużak Adwokaci.
Moment konfrontacji z mBankiem zbliża się nieubłaganie. Mimo że osoby z mBanku przeglądają ten blog, chyba nie do końca zdają sobie sprawę z tego, co w ich kierunku zmierza ;)
Podstawowe informacje na temat pozwu, w tym sposób kontaktu z kancelarią znajdują się w sekcji "Informacje o pozwie".
poniedziałek, 9 maja 2016
Bo tak nakazuje Dyrektywa UE 93/13!
Mec. Barbara Garlacz z Harvest Legal House wyjaśnia w TVN24bis dlaczego, po usunięciu z umowy kredytowej mBank zapisów uznanych przez sąd za abuzywne, dostajemy kredyt wynoszący tyle ile kwota kredytu PLN, ale oprocentowany według stawki LIBOR CHF.
Wypowiedź dotyczy wyroku warszawskiego Sądu Rejonowego, który 29. kwietnia potwierdził, że waloryzacja stosowana w umowach kredytowych mBank była niedozwolona (sygn. spawy VI C 1713/15).
Decyzja sądu wynika z dyrektywy Unii Europejskiej 93/13, która nakazuje by w przypadku stwierdzenia, że jakieś zapisy umowy są niedozwolone (inaczej: abuzywne), wykreślić je z umowy i wykonywać umowę dalej, jeżeli to tylko jest możliwe.
Wykreślenie niedozwolonych zapisów z umowy i zmuszenie przedsiębiorcy (tu: banku) do wykonywania tak wykastrowanej umowy jest karą dla niego za zamieszczenie w niej zapisów, których intencją było uzyskiwanie nieuprawnionych korzyści kosztem konsumenta.
Tu nie ma nad czym się zastanawiać i nie ma litości. Umieściłeś w umowie niedozwolone zapisy, co więcej - korzystałeś z nich, to teraz ponieś tego pełne konsekwencje.
Niedozwolony charakter zapisów waloryzacyjnych od dłuższego czasu potwierdzają sądy. A mBank się nie stosuje do wyroków - przedłuża postępowania i... nakłania sędziów to komplikowania prostej sprawy. Jasne, ma o co walczyć - gra toczy się o kilka miliardów złotych. Ale znacznie więcej w końcu zapłaci za swoje nieetyczne zachowanie.
Tak jak Commerzbank:
piątek, 6 maja 2016
Klepsydra dla mBanku
Wyrok, na razie jeszcze bez uzasadnienia, w przełomowej sprawie o której ostatnio pisałem.
UPDATE 2016-06-09
Tekst uzasadnienia wyroku VI C 1713/15 jest już dostępny.
sobota, 30 kwietnia 2016
Stało się - waloryzacja była niedozwolona i nie wiąże konsumenta
"W dniu dzisiejszym (dotyczy: 29-04) Sąd Rejonowy dla Warszawy - Śródmieścia jako sąd pierwszej instancji uwzględnił powództwo konsumenta przeciwko mBank S.A. w sprawie kredytu waloryzowanego kursem franka szwajcarskiego (CHF).
Sąd uznał, że stosowane przez bank postanowienia umowy w zakresie przeliczania kwoty kredytu i rat na walutę obcą są postanowieniami niedozwolonymi, ponieważ bank nie określił sposobu ustalania kursu i zastrzegł sobie możliwość ustalania tego kursu jednostronnie.
W rezultacie sąd uznał, że tak określona waloryzacja do waluty obcej nie wiąże konsumenta przy jednoczesnym utrzymaniu w mocy umowy kredytowej w pozostałym zakresie.
Na tej podstawie zasądzono od banku na rzecz kredytobiorcy kwotę odpowiadającą różnicy pomiędzy rzeczywiście pobranymi ratami spłaty a ratami, które miał prawo pobrać bank, gdyby nie stosował niedozwolonych postanowień.
Orzeczenie jest nieprawomocne."
źródło: informacja podana przez kancelarię Drzewiecki Tomaszek
Uzasadnienie do wyroku VI C 1713/15: http://orzeczenia.srodmiescie.warszawa.so.gov.pl/content/$N/154505300003003_VI_C_001713_2015_Uz_2016-04-29_002
UPDATE 2016-05-28: Opublikowany wyrok, na razie bez uzasadnienia: http://orzeczenia.srodmiescie.warszawa.so.gov.pl/content/$N/154505300003003_VI_C_001713_2015_Uz_2016-04-29_001
środa, 27 kwietnia 2016
Dlaczego pozew zbiorowy a nie indywidualny?
Pozew zbiorowy w sprawie o "odwalutowanie" kredytów "frankowych" wydaje się najlepszym sposobem dochodzenia swoich praw w sądzie.
Drugi pozew zbiorowy przeciwko mBank został złożony 4. kwietnia. Jest to drugi pozew zbiorowy przeciwko mBank w związku z kredytami "frankowymi", które ten bank udzielał. Poprzedni pozew zbiorowy, Grupy na Bank, rozpoczął się w grudniu 2010 roku i... nadal trwa.
Wcześniejszy pozew zbiorowy przeciwko mBank dotyczy oprocentowania kredytów "waloryzowanych" ustalanego decyzjami zarządu. W wielu indywidualnych sprawach kredytobiorcy uzyskali korzystne dla nich wyroki i odzyskali nadpłaty wynikające z zawyżanego przez mBank oprocentowania. Sprawy indywidualne w dwóch instanacjach trwały zwykle nie dłużej niż dwa lata. Dlaczego zatem pozew zbiorowy praktycznie w tej samej sprawie trwa ponad pięć lat i jego końca nie widać?
Długotrwałość i dotychczasowa nieskuteczność pierwszego pozwu zbiorowego przeciwko mBank spowodowała krytykę tej formy dochodzenia praw przez kredytobiorców i przekonywanie o wyższości pozwów indywidualnych.
Krytycy pozwów zbiorowych nie zwracają jednak uwagi na (co najmniej) dwie sprawy:
Sprawy o zawyżane przez mBank oprocentowanie mogły się szybko skończyć, gdyż wartość przedmiotu sporu w nich zwykle nie przekraczała kilkunastu tysięcy złotych. Po uzyskaniu "prawomocnego" wyroku w II instancji, mBank nie miał możliwości złożenia skargi kasacyjnej.
W przypadku pierwszego pozwu zbiorowego przeciwko mBank w sprawie o zawyżone oprocentowanie, to nie procedura pozwu zbiorowego zawiodła. "Prawomocny" wyrok w sprawie został wydany przez Sąd Apelacyjny w Łodzi 30. kwietnia 2014 roku (sygn. akt I ACa 1209/13), czyli po niecałych trzech i pół roku od złożenia pozwu. Fakt, ceremonia pozwu zbiorowego dodała półtorej roku do uzyskania "prawomocnego" wyroku. Ale to nie ona spowodowała, że proces wciąż nie jest zakończony.
Korzystając z tego, że wartość przedmiotu sporu w pozwie zbiorowym przekraczała "magiczne" 50 tysięcy złotych, mBank skierował skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego. Proceduralnie wszystko w porządku, ale czy przypadkiem coś się nie kryje za stwierdzeniem prezesa mBanku, że jeszcze nie przegrał żadnej sprawy kasacyjnej?
Niezawodny Sąd Najwyższy wykazał się prawdziwą wirtuozerią i nie zważając na ideę Dyrektywy UE 93/13 rozpołowił zapis uznany za niedozwolony na połowę (sygn. akt. II CSK 768/14). Wszystko to oczywiście, według deklaracji, w celu ochrony konsumentów... Słowa niewiele kosztują, ocena faktów sugeruje jednak ochronę interesów banku przez sędziego lub sędziów Sądu Najwyższego. Bank zyskał dodatkowy czas, a wyrok lekko naruszył dotychczasową linię orzecznictwa dotycząca skutków umieszczenia zapisów uznanych za niedozwolone w umowach.
W przypadku indywidualnych spraw o "odwalutowanie", wartość przedmiotu sporu będzie prawie na pewno wyższa niż 50 tysięcy złotych. mBank będzie miał zatem możliwość złożenia skargi kasacyjnej, co przedłuży postępowanie i - opierając się na doświadczeniu Grupy na Bank - da niestety możliwość zepsucia wyroków niższej instancji przez Sąd Najwyższy.
Wyroki w sprawach o "odwalutowanie" nie będą zatem zapadały tak szybko jak w przypadku spraw o zawyżone oprocentowanie. Same sprawy o "odwalutowanie" są bardziej złożone, a przez to zrozumienie przez sądy rozkładu zysków i strat pomiędzy kredytobiorcą i bankiem dużo trudniejsze. Jak dotychczas, poza przypadkami gdy bank pomylił się w wyznaczaniu kosztów kredytu, nie zapadł żaden korzystny wyrok dla kredytobiorców w sprawach o "odwalutowanie". Nie znaczy to, że pozwy składane przez kredytobiorców są bezpodstawne. Czasami są jednak niedopracowane, podczas gdy przedstawienie roszczeń jest dużo trudniejsze. Przygotowanie dobrze umotywanego pozwu o "odwalutowanie" wymaga znacznie większego nakładu czasu i środków, co pociąga za sobą skorzystanie z najlepszych prawników.
No właśnie, środków. Przegrana już w pierwszej instancji może kredytobiorcę kosztować 25. tys. złotych. Udział w pozwie zbiorowym kosztuje obecnie poniżej tysiąca złotych. Za wszystkie instancje.
Dochodzenie roszczeń przez kredytobiorców "frankowych" w sprawach dotyczących "odwalutowania" w formie pozwów zbiorowych wydaje się zatem najlepszym rozwiązaniem. Obrzędy pozwu zbiorowego wymagają dodatkowego roku-półtorej od złożenia pozwu, ale zyskuje się za to większy potencjał do nieuchronnej walki na poziomie Sądu Najwyższego i znacznie niższe koszty. Nic zatem dziwnego, że na taką formę pozwu zdecydowało się ponad 4,000 kredytobiorców z Banku Millennium, ponad 500 z BPH, blisko 100 z Getin Bank czy dalszych ok. 100 z Raiffeisen Polbank. W kwietniu do tego grona dołączyło - na początek - 390 kredytobiorców z mBank.
Cóż, wygląda rzeczywiście na to, że pozwy zbiorowe po prostu są trendy ;)
Drugi pozew zbiorowy przeciwko mBank został złożony 4. kwietnia. Jest to drugi pozew zbiorowy przeciwko mBank w związku z kredytami "frankowymi", które ten bank udzielał. Poprzedni pozew zbiorowy, Grupy na Bank, rozpoczął się w grudniu 2010 roku i... nadal trwa.
Wcześniejszy pozew zbiorowy przeciwko mBank dotyczy oprocentowania kredytów "waloryzowanych" ustalanego decyzjami zarządu. W wielu indywidualnych sprawach kredytobiorcy uzyskali korzystne dla nich wyroki i odzyskali nadpłaty wynikające z zawyżanego przez mBank oprocentowania. Sprawy indywidualne w dwóch instanacjach trwały zwykle nie dłużej niż dwa lata. Dlaczego zatem pozew zbiorowy praktycznie w tej samej sprawie trwa ponad pięć lat i jego końca nie widać?
Długotrwałość i dotychczasowa nieskuteczność pierwszego pozwu zbiorowego przeciwko mBank spowodowała krytykę tej formy dochodzenia praw przez kredytobiorców i przekonywanie o wyższości pozwów indywidualnych.
Krytycy pozwów zbiorowych nie zwracają jednak uwagi na (co najmniej) dwie sprawy:
- wartość przedmiotu sporu w pozwach o "odwalutowanie" przekracza 50 tys. złotych, stanowiące próg umożliwiający skierowanie skargi kasacyjnej do Sądu Najwyższego
- koszty pozwu indywidualnego w sprawie o "odwalutowanie" mogą przekroczyć kilkadziesiąt tysięcy złotych, a mało kto może liczyć na adwokata z urzędu i zwolnienie z kosztów sądowych
Sprawy o zawyżane przez mBank oprocentowanie mogły się szybko skończyć, gdyż wartość przedmiotu sporu w nich zwykle nie przekraczała kilkunastu tysięcy złotych. Po uzyskaniu "prawomocnego" wyroku w II instancji, mBank nie miał możliwości złożenia skargi kasacyjnej.
W przypadku pierwszego pozwu zbiorowego przeciwko mBank w sprawie o zawyżone oprocentowanie, to nie procedura pozwu zbiorowego zawiodła. "Prawomocny" wyrok w sprawie został wydany przez Sąd Apelacyjny w Łodzi 30. kwietnia 2014 roku (sygn. akt I ACa 1209/13), czyli po niecałych trzech i pół roku od złożenia pozwu. Fakt, ceremonia pozwu zbiorowego dodała półtorej roku do uzyskania "prawomocnego" wyroku. Ale to nie ona spowodowała, że proces wciąż nie jest zakończony.
Korzystając z tego, że wartość przedmiotu sporu w pozwie zbiorowym przekraczała "magiczne" 50 tysięcy złotych, mBank skierował skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego. Proceduralnie wszystko w porządku, ale czy przypadkiem coś się nie kryje za stwierdzeniem prezesa mBanku, że jeszcze nie przegrał żadnej sprawy kasacyjnej?
Niezawodny Sąd Najwyższy wykazał się prawdziwą wirtuozerią i nie zważając na ideę Dyrektywy UE 93/13 rozpołowił zapis uznany za niedozwolony na połowę (sygn. akt. II CSK 768/14). Wszystko to oczywiście, według deklaracji, w celu ochrony konsumentów... Słowa niewiele kosztują, ocena faktów sugeruje jednak ochronę interesów banku przez sędziego lub sędziów Sądu Najwyższego. Bank zyskał dodatkowy czas, a wyrok lekko naruszył dotychczasową linię orzecznictwa dotycząca skutków umieszczenia zapisów uznanych za niedozwolone w umowach.
W przypadku indywidualnych spraw o "odwalutowanie", wartość przedmiotu sporu będzie prawie na pewno wyższa niż 50 tysięcy złotych. mBank będzie miał zatem możliwość złożenia skargi kasacyjnej, co przedłuży postępowanie i - opierając się na doświadczeniu Grupy na Bank - da niestety możliwość zepsucia wyroków niższej instancji przez Sąd Najwyższy.
Wyroki w sprawach o "odwalutowanie" nie będą zatem zapadały tak szybko jak w przypadku spraw o zawyżone oprocentowanie. Same sprawy o "odwalutowanie" są bardziej złożone, a przez to zrozumienie przez sądy rozkładu zysków i strat pomiędzy kredytobiorcą i bankiem dużo trudniejsze. Jak dotychczas, poza przypadkami gdy bank pomylił się w wyznaczaniu kosztów kredytu, nie zapadł żaden korzystny wyrok dla kredytobiorców w sprawach o "odwalutowanie". Nie znaczy to, że pozwy składane przez kredytobiorców są bezpodstawne. Czasami są jednak niedopracowane, podczas gdy przedstawienie roszczeń jest dużo trudniejsze. Przygotowanie dobrze umotywanego pozwu o "odwalutowanie" wymaga znacznie większego nakładu czasu i środków, co pociąga za sobą skorzystanie z najlepszych prawników.
No właśnie, środków. Przegrana już w pierwszej instancji może kredytobiorcę kosztować 25. tys. złotych. Udział w pozwie zbiorowym kosztuje obecnie poniżej tysiąca złotych. Za wszystkie instancje.
Dochodzenie roszczeń przez kredytobiorców "frankowych" w sprawach dotyczących "odwalutowania" w formie pozwów zbiorowych wydaje się zatem najlepszym rozwiązaniem. Obrzędy pozwu zbiorowego wymagają dodatkowego roku-półtorej od złożenia pozwu, ale zyskuje się za to większy potencjał do nieuchronnej walki na poziomie Sądu Najwyższego i znacznie niższe koszty. Nic zatem dziwnego, że na taką formę pozwu zdecydowało się ponad 4,000 kredytobiorców z Banku Millennium, ponad 500 z BPH, blisko 100 z Getin Bank czy dalszych ok. 100 z Raiffeisen Polbank. W kwietniu do tego grona dołączyło - na początek - 390 kredytobiorców z mBank.
Cóż, wygląda rzeczywiście na to, że pozwy zbiorowe po prostu są trendy ;)
czwartek, 21 kwietnia 2016
Bo pozwy zbiorowe są trendy ;)
źródło: "Suits"
Masz kredyt "waloryzowany" w mBank i zastanawiasz się, czy warto cokolwiek z nim zrobić. Przecież nie jest tak źle. Spłacasz spokojnie raty i z lekkim politowaniem czasami przeglądasz artykuły o "frankowiczach" krzyczących coś na ulicach, że są okradani czy coś. "Frankowicze", co to w ogóle za głupia nazwa. Przedszkolaki.
Chodzisz sobie co dzień do pracy, nie masz czasu zajmować się takimi błahostkami. Ważniejsze przecież są wyniki Ligi Mistrzów / nowa ekskluzywna kolekcja H&M*. (* niepotrzebne skreślić)
Pozew zbiorowy jest właśnie dla Ciebie!
- nie angażuje Twojego cennego czasu - wszystkim zajmuje się profesjonalna kancelaria prawna, posiadająca doświadczenie w prowadzeniu pozwów zbiorowych i do tego konkretnie przeciwko mBank - pełny outsourcing!
- koszty Cię specjalnie nie interesują, ale dla Twojej wiadomości - są mniejsze niż wysokość przeciętnej raty kredytowej i do tego wygodnie rozłożone na roczne
ratyinstallments; pewnie więcej wydajesz miesięcznie na kawę w Starbucks niż wyniosą rocznie - nie musisz się martwić że ucieka Ci okazja - udział w pozwie zbiorowym przerywa bieg przedawnienia
- politykom nie wierzysz, no ale jakby przypadkiem udało im się w końcu coś rozsądnego wymyślić, to wciąż będzie można z tego skorzystać - WIN-WIN!
- już niemal 400 osób takich jak Ty bierze udział w pozwie - nie będziesz sam
Gdyby jeszcze była bezpłatana infolinia...No ale przynajmniej mają email :)
Informacje o pozwie można uzyskać kontaktując się z Kancelarią, korzystając z adresu email: kancelaria@gnadwokaci.pl lub pod numerem telefonu 22 110 50 66, w poniedziałki, środy i piątki w godzinach 13:00 - 16:00.
Najbliższe rozszerzenie grupy jest planowane w maju. Dobrze by było wyrobić się z formalnościami do 24. kwietnia, ale zadzwoń jak to dokładnie jest.
wtorek, 19 kwietnia 2016
Nazywanie umów kredytowych mBanku "waloryzowanymi" to pomyłka
W latach 90., kiedy w Polsce szalała inflacja (która doprowadziła do denominacji złotego 10,000:1 w 1995 roku), zdarzały się umowy pożyczek powiązanych z kursami walut obcych.
Celem zastosowania w tych pożyczkach odniesień do walut obcych rzeczywiście była waloryzacja - ochrona wartości pieniądza w czasie. I była ona uzasadniona przy ówczesnej inflacji:
Celem zastosowania w tych pożyczkach odniesień do walut obcych rzeczywiście była waloryzacja - ochrona wartości pieniądza w czasie. I była ona uzasadniona przy ówczesnej inflacji:
| 1995 | 27,8 |
| 1994 | 32,2 |
| 1993 | 35,3 |
| 1992 | 43 |
| 1991 | 70,3 |
| 1990 | 585,8 |
| 1989 | 251,1 |
W pierwszych latach XXI w., inflacja w Polsce spadła jednak do niskich poziomów jednocyfrowych. Ba, ostatnio ocieramy się o deflację! W takich warunkach, stosowanie kursów walutowych do waloryzacji nie ma racjonalnego uzasadnienia. Wystarczającym mechanizmem ochrony wartości pieniądza jest zmienna stopa procentowa - WIBOR. No chyba że ktoś się chce ekstra nachapać...
Umowy kredytowe powiązane z kursami walut, które mBank nazwał "waloryzowanymi", nie miały na celu waloryzacji, a przekształcenie strumieni pieniężnych w celu zmiany wielkości rat. Bardziej właściwą nazwą dla takiej operacji jest indeksacja a nie waloryzacja (może dlatego umów waloryzowanych nie ma w "ustawie antyspreadowej"?).
Kiedy porównamy inflację ze zmianami kursu CHFPLN z ostatnich 10 latach, wyraźnie widać, że aprecjacja CHFPLN drastycznie (o ok. 40 pp) przekroczyła wzrost poziomu cen:
Można na to spojrzeć także inaczej - sprawiedliwość prosi się ograniczenia ryzyka walutowego do 20% w stosunku do kursu zaciągnięcia kredytu. Tak jak sugerował KNF w rekomendacji S 2006.
No dobrze, ale przecież akurat mBank podobno pożyczał franki od swojej matki czyli Commerzbank?
Nie do końca... Na początku swojej "frankowej przygody", mBank finansował udzielane przez siebie kredyty "waloryzowane" depozytami klientów w euro.
Nie do końca... Na początku swojej "frankowej przygody", mBank finansował udzielane przez siebie kredyty "waloryzowane" depozytami klientów w euro.
Następnie przez moment brał środki od innych banków - np. Bayerische LB. To taki niemiecki bank, który zainwestował 24 miliardy EUR w kredyty sub-prime w Stanach Zjednoczonych i poniósł na tym miliardowe straty. Ponieważ to regionalny bank, kilka politycznych głów też poleciało.
Najwyraźniej jednak ktoś w grupie Commerzbank stwierdził, że lepiej by było (czytaj: większe zarobki) jak najwięcej operacji przeprowadzać w rodzinie. mBank (wtedy jeszcze BRE Bank) zaczął zatem zaciągać pożyczki powiązane z CHF w Commerzbanku.
Pożyczki te "porządnie" przechodziły przez szwajcarskie banki. Ale żadnym z nich nie był szwajcarski oddział Commerzbanku. Commerzbank miał od dawna oddział w Szwajcarii. Ale aktywa tego oddziału nie pozwalały na takie pożyczki, jakie Commerzbank udzielał mBankowi. Commerzbank, tak jak BayernLB, faktycznie pożyczał mBankowi euro. Tak, zostało ono skonwertowane na moment na CHF, ale źródłem tych franków były niemieckie depozyty.
Co więcej, dzięki różnicy stóp procentowych w Szwajcarii i Niemczech (strefie euro), Commerzbank mógł korzystać na wyższym oprocentowaniu swoich środków. Instrumenty podobne jak CIRS i inne FX Swaps były używane przede wszystkim przez Commerzbank a nie mBank. Część sprawozdań finansowych Commerzbank nt. inżynierii finansowej czyta się z przyjemnością ;)
Skoro zatem mBank najprawdopodobniej cały czas korzystał ze źródeł finansowania w euro, to o jakim ryzyku walutowym realnie mówimy? W stosunku do PLN, w okolicach 15%:
Subskrybuj:
Posty (Atom)
.jpg?mw=750)








